Butohpolis. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Butoh drugi raz w swojej historii wystawił „LifeLocation” Joanny Sarneckiej. Ta inkluzywna decyzja o przypomnieniu tego performance ma szczególne znaczenie w momencie, gdy migranci z granicy polsko-białoruskiej zostali zapomniani przez media, a przez to przestali być także społecznie zauważani. A jednak istnieją. Cały czas nasza granica jest pokonywana, „ludzie w drodze” przebywają w Puszczy Białowieskiej, a niektórzy w nich umierają. Odpowiedzialność za te stracone życia ciąży także na naszych karkach i nie wolno o tym nigdy zapominać.
„LifeLocation” to niezwykle delikatna, czuła i przejmująca praca. Jest oparta na minimalnym ruchu i rozgrywająca się także w warstwie dźwiękowej. Słyszymy podczas niej głosy ucieczki, wiersz migranta z kraju arabskiego, wreszcie białoruskie pieśni (część chyba z obrzędów pogrzebowych). Choć nie rozumiemy słów, serce pęka. Wszystko tutaj odbieramy w sposób intuicyjny, emocjonalny, głęboki.
Nawet nic nie wiedząc o artefaktach tworzących w tym performance trójwymiarową „mapę podróży”, „mapę ucieczki” – butach, kartach elektronicznych, lusterkach, lekach, słoiczkach, zabawkach, itp. – czujemy, że nie są to przypadkowe przedmioty. Są przybrudzone, zużyte, rozrzucone w nieładzie, jak szczątki istnień w trakcie wojny… Konwencjonalnej czy hybrydowej, czy to ma znaczenie jakiej wojny, gdy mówimy o tym, że ktoś marząc o lepszym losie stracił swoje życie?
Niebywale poruszającym dla mnie był zupełnie nowy wymiar tego 20-minutowego plenerowego solo. Podczas jego pierwszej prezentacji w 2023 roku w Teatrze Akt publiczność przez większość czasu stała przed performerką, ale tym razem było inaczej. 16 kwietnia 2026 r. „LifeLocation” zostało wystawione na betonie na poziomie dachu Służewskiego Domu Kultury, a następnie tancerka zeszła ze skarpy pod drzewa rosnące nad wodą. Publiczność początkowo nie schodziła na dół, ruszyła za Sarnecką całą grupą w jednej chwili, gdy rozbrzmiały białoruskie zaśpiewy, w momencie, gdy praca ta wyraźnie zmienia swoją temperaturę. Wstrząsnęła mną ta chwila, była tak symboliczna, tak piękna…
Nie wstydzę się swoich łez, bo obraz tłumu, który chciał poznać prawdę i towarzyszyć performerce opowiadającej o straconym życiu kogoś, kto umarł sam w lesie z wychłodzenia, z wycieńczenia, bez pomocy, wart jest każdych łez. Nad tym jednym symbolicznym życiem, nad tą wspaniałą, choć gorzką, taneczną opowieścią i... nad nami samymi.
Wstrząsnął mną ten obraz także z powodu kontekstu zewnętrznego. Myślę, że tytuł pracy „LifeLocation” wprost odnosi się do tzw. pinezek, jakie migranci potrzebujący pomocy wysyłają do Grupy Granica, ruchu społecznego powstałego wobec kryzysu humanitarnego na polsko-białoruskiej granicy. Kiedy pojawia się pinezka od migranta w lesie, aktywiści wychodzą ze swoich baz szukać w gęstwinie puszczy tej podanej lokalizacji. Niosą jedzenie, wodę, leki, ciepłe ubrania. Wchodzą do zamkniętej strefy przygranicznej małymi grupami, by pozostając niezauważonymi ratować ludzkie życie. Jeśli zostają zatrzymani przez polskie służby są później sądzeni za przekroczenie prawa i wejście w strefę niedostępną dla cywili.
Nie boją się bronić przed sędziami swojej humanitarnej postawy. A po procesach wracają do lasu, wchodzą ponownie do niego, za każdym razem, gdy ktoś woła o pomoc. Ale w Służewskim Domu Kultury „do lasu” w jednej chwili zszedł cały tłum, blisko 200 osób. Gdyby tak było w rzeczywistości, przebieg rozgrywającego się w Polsce kryzysu humanitarnego mógłby być inny.
Wróćmy jednak do samego spektaklu. Nie da się skrytykować butoh w „LifeLocation” – jest tak prawdziwe, że nie podlega żadnej krytyce, żadnej ocenie. To tak, jakbyśmy chcieli wartościować samo życie.
Nie da się także zapomnieć scen, w których Sarnecka przekroczyła osobiste przedmioty migrantów, porzucone przez nich w lesie podczas ucieczki. Ani tych, gdy wyrzucała nad swoją głowę mech z plecaka czy uschnięte liście z ziemi. Gdy jednym palcem czule dotykała „skóry” drzewa.
(Warto przy okazji zwrócić uwagę na to, jak ogromna w tym performance jest selekcja ruchu, jak bardzo jest on oszczędny, okrojony ze wszystkiego, co byłoby jedynie ozdobnikiem).
Kiedy tancerka zdjęła z siebie czarny kombinezon, widzowie, którzy choć trochę znali sytuację na polsko-białoruskiej granicy i to jak objawia się hipotermia, wiedzieli, że patrzymy na ostatnie gesty życia. Tuż przed zjednoczeniem się z naturą, tuż przed oddaniem ziemi ostatniego oddechu. A potem wszystko, co ludzkie zamarło. Przed nami leżało ciało, a ludzie stali bez ruchu jak porażeni.
To była nasza minuta ciszy.
Po niej między drzewami rozległy się gromkie brawa. Zasłużone, bo „LifeLocation” Joanny Sarneckiej to nie tylko wspaniały spektakl butoh, ale także – o czym jestem głęboko przekonana – ważny dokument czasów. Ślad pamięci.
Pogrzeby migrantów zmarłych przy granicy z Białorusią odbywają się na lokalnych cmentarzach. Nieznani chowani są wprost do ziemi. Nie mają nagrobków. W kopce wbite są jedynie paliki z tabliczką „N.N.” i datą odnalezienia ciała. Wstrząsający widok. Pojedźcie tam kiedyś pochylić głowy, a nigdy nie zapomnicie.
Sandra Wilk, Strona Tańca
„LifeLocation” Joanna Sarnecka, wykonanie: Joanna Sarnecka, pokaz w ramach: 8. Butohpolis. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Butoh, pokaz: Służewski Dom Kultury (plener), 16.04.2026
Foto (z wideo): WILK, kadr z „LifeLocation” – pokaz z 2023 r.

