Za żywopłotem nasz mikrokosmos

Tańcząc ku korzeniom, foto: WILK
Grany w plenerze eko-performance „Tańcząc ku korzeniom”, który powstał w 2022 r. z inicjatywy Marka Kowalskiego na zamówienie Polskiej Akademii Nauk na Miesiąc Kultury Japońskiej w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie, tym razem nie został wystawiony w oszałamiającej swym ogromem przyrodzie, za to symbolicznie stał się częścią tkanki miejskiej. Dosłownie wyłonił się z niej, bo gdy tylko rozbrzmiała delikatna muzyka wiolonczeli przy Centrum Promocji Kultury Praga-Południe, na pobliskiej uliczce zabrzmiały sygnały policji i karetki. Syreny wyły tuż przy widzach, a muzycy otoczeni jedynie żywopłotem od zewnętrznych zdarzeń zapraszali nas delikatnym dźwiękiem do swej muzyczno-tanecznej opowieści. Trzeba było się wsłuchać, by wejść z nimi do tego mikroświata, mikrokosmosu w wielkim mieście… 
  
Image
Image
Widzowie butoh wiedzą, że nie mogło być lepszego początku, żeby ukazać kontrę życia i śmierci, pośpiechu i spokoju, miasta i natury. Zresztą cały projekt stowarzyszenia Akademia Umiejętności Społecznych „Nie-miejsca. Miasto, które oddycha – Butoh jest wszędzie”, w ramach którego wystawiono „Tańcząc ku korzeniom”, jest taki. I dzieje się w nieoczywistych miejscach, na styku różnych światów, często pozbawionych wzajemnej relacji.
Widziałam „Tańcząc ku korzeniom” drugi raz; poprzednio w 2022 r. na Butohpolis – Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Butoh (tego samego organizatora) i wtedy performance rozpoczął się wśród intensywnego śpiewu ptaków. To było zupełnie inne wrażenie, inne skojarzenia, inne początkowe emocje. W 2022 roku początek przywołał we mnie wspomnienia z dzieciństwa, a teraz (26 sierpnia 2026 r.) był jak wyrwanie cichego, delikatnego momentu ze szponów rozedrganego życia. 
Image
Image
Muzyka jeszcze falowała, raz ją było słychać, a raz nie, gdy zza żywopłotu na trawę, zielony plac gry, weszły dwie postaci. Widok to niecodzienny, bo performerzy mieli twarze schowane w pniach drzew. Te kostiumy i fakt, że widzimy ożywione, tańczące drzewa, to coś w rodzaju pozbawienia się własnego istnienia, zespolenia i połączenia się z roślinami, oddania im własnego ciała, swoistego dopuszczenia drzew do głosu. Kto nie widział nigdy butoh – na pewno przeżył zdziwienie, że cały występujący przy CPK kolektyw artystyczny, czyli Anna Ługowska (muzyka i performance) i Katarzyna Markowska (performance) z Teatru Sztuka Ciała, Marek Kowalski (performance) z Teatru Akt oraz Bartosz Ługowski (muzyka), był tak odmienny, performował niezwykle blisko ziemi i roślin. Trawa, liście, żywopłot, drzewa (szczególnie jedno) nie stanowiły tutaj tylko scenografii, a miały w „Tańcząc ku korzeniom” swoją istotną rolę, to z nimi Markowska i Kowalski oraz towarzysząca im Ługowska przez cały czas, w sposób oczywisty lub nieoczywisty, wchodzili w interakcję. 
Wkrótce nastąpi kolejna metamorfoza… Tancerze zdejmują swe maski, ich ciała pomalowane są na biało, na twarzach mają jeszcze czerwony pas, który sprawia, że oczy wyglądają jak wypalone słońcem. Czerwony kolor odcina się wyraźnie i tworzy coś w rodzaju nierealnej powłoki z rozmytymi rysami. Zaraz będzie scena radości i zabawy tiulowymi szmatkami. Te, wyrzucane w powietrze, otwierane w dłoniach, rozprostowując się wyglądają jak rozkwitające kwiaty. Później za instrument posłuży czerwona nić, rozciągana pomiędzy bohaterami tworząca ciekawe kształty i połączenia (także nad publicznością). Zacznie nawet dosłownie grać, bo zostanie użyta jako smyczek do skrzypiec. 
Image
Image
W ogóle ciekawe tu było instrumentarium: wiolonczela, skrzypce, kalimba, gitara, piła, dzwonki, szamański bęben – tworzyły delikatny w swych brzmieniach pejzaż muzyczny ciekawie zlewający się zarówno z dźwiękami przyrody, jak i z szumem miasta. 
Wreszcie najsilniejsza i najczulsza jednocześnie scena Marka Kowalskiego z Katarzyną Markowską, gdy wzajemnie karmią się dżemem. Czerwone owoce rozmazane na ciele, zmieszane z ziemią, z liśćmi tworzą obrazy, sceny, sytuacje bliskości, łączności. Wszystko ostatecznie prowadzi do powrotu do drzew, do ich (i performerów) jakiegoś uwolnienia. Polana na głowach rozpalają się czerwienią, wyglądają jakby płonęły, choć to tylko świece dymne. Gęsty dym rozwiewa się w górę, by później „uderzyć” w publiczność. Zapach saletry drażni nosy, dym gryzie w oczy aż do łez – chcemy czy nie stajemy się częścią taj sceny, tego procesu. 
Image
Image
I już za chwilę nie ma tej mocy, jest kolejna duża zmiana, bo z trzech stron rozbrzmiewają dzwonki wietrzne uniesione ponad głowami performerów. (Swoją drogą warto wiedzieć, że dzwonki Koshi są tworzone w nawiązaniu do czterech żywiołów i każdy z nich wydaje inne sensualne i czyste tony – np. dzwonek Koshi Ignis ma pręciki nastrojone na nuty: G H D G H D G A). Idą dookoła publiczności, otaczają ją delikatnym dźwiękiem, by ostatecznie zostawić nas w ciszy. Ale przecież nie ma ciszy – za nami miasto, nad nami ptaki, obok nas ludzie. Pozostajemy w relacji z każdym dźwiękiem przez nich wydawanym... 
Moim zdaniem „Tańcząc ku korzeniom” nie tylko pytał o nasze związki z przyrodą, o to czy czujemy się częścią całego ekosystemu Ziemi, ale też nawiązuje do idei świadomej wspólnoty. Wspólnoty nie tylko międzyludzkiej, lecz większej, całościowej, ze wszystkim, co widzimy i wszystkim, co możemy sobie wyobrazić, z kosmosem włącznie. 

To wykonanie „Tańcząc ku korzeniom” było niezwykle swobodne, wykonawcy reagowali na siebie z uwagą, płynnie przechodzili ze stanów poważnych do radosnych, bardzo sprawnie też improwizowali, a przede wszystkim widzieli otaczającą przyrodę i widzieli nas w niej. Stworzyli udany wieczór różnych nastrojów, obrazów, dźwięków i... zmiennych kolorów, bo początkowe sceny grane były w świetle dziennym, a końcowe już po zachodzie słońca, niemal o zmroku. 
Image
Image
Wszystko, co widzieliśmy działo się (chyba) także zgodnie z porami roku czy w ogóle życia (zasłonięte całkowicie ciała, wiosenne kwiaty, letnie owoce, jesienne dzwonki na wietrze). Takie mam nowe skojarzenie, jakieś mikrosygnały w ciele. W każdym razie, dla mnie cały ten performatywny wieczór był jak dożylny wlew czułości wobec natury, nadziei, świadomości piękna świata i nie przywódczej roli nas samych w nim. 
Kolektyw pisze, że w „Tańcząc ku korzeniom” artyści współodczuwają z innymi formami życia i otwierają się jak kwiat do ostatniego tchu. W rzeczy samej. To było empatyczne, dobre, czułe i współczujące. I nie zapominajmy, że kwiaty przemijają, by później odrodzić się na nowo.  

Sandra Wilk, Strona Tańca 

„Tańcząc ku korzeniom” – plenerowy spektakl ruchowo-muzyczny z elementami tańca butoh, wykonanie – kolektyw Tańcząc ku korzeniom, w składzie: Anna Ługowska (performance i muzyka) i Katarzyna Markowska (performance) z Teatru Sztuka Ciała, Marek Kowalski z Teatru Akt oraz Bartosz Ługowski (muzyka), organizator: Stowarzyszenie Akademia Umiejętności Społecznych w partnerstwie z Centrum Promocji Kultury Praga-Południe, pokaz w ramach stałego repertuaru Limen Butoh i goście „Nie-miejsca. Miasto, które oddycha – Butoh jest wszędzie”, projekt współfinansowany przez m.st. Warszawa, pokaz: Centrum Promocji Kultury Praga-Południe, 26.08.2026

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć ze spektaklu "Tańcząc ku korzeniom" (foto: WILK).

Galeria "Tańcząc ku korzeniom"
Stowarzyszenie „Akademia Umiejętności Społecznych” oraz Centrum Promocji Kultury Praga-Południe zapraszają na „TAŃCZĄC KU KORZENIOM” - plenerowy spektakl ruchowo-muzyczny z elementami tańca butoh (26 sierpnia 2026 r. o godz. 19.00, Centrum Promocji Kultury Praga-Południe, ul. Podskarbińska 2, Warszawa, wstęp wolny)

Ekoperformans narodził się z pytań - dlaczego i jak powinienem żyć, czy życie, które wiodę odpowiada moim przekonaniom, wyznawanym wewnętrznie wartościom? Wynikające stąd działanie performatywne to dążenie do poszerzenia odczucia „ja” na wszystkie formy życia i pójścia w stronę postrzegania siebie jako cząstki żywego organizmu planety Ziemia, w tym przypadku w szczególnej symbiozie z roślinami. Tańczymy jak rośliny, przekraczamy życie i śmierć, współodczuwamy z innymi formami życia, przechodzimy metamorfozę i w tańcu otwieramy się jak kwiat do ostatniego tchu.

Kolektyw artystyczny „Tańcząc ku korzeniom” działa na styku teatru, tańca i muzyki. Scala nas poszukiwanie połączenia z całym otaczającym nas życiem, tańczenie z nurtem wszechświata. Zrywamy z tańczeniem własnego „ja”, usuwając ścianę świadomości.

Poprzez teatr fizyczny, ruch, taniec, inspirację tańcem butoh, chcemy ciało i duszę postrzegać głębiej i rozwijać zdolność empatii i głębokiego współczucia.

Dźwięk – grany na żywo – dopełnia akcję emocjonalnym, szlachetnym instrumentalnym minimalizmem, nierozerwalnie przeplatając się z ruchem. Zachęcamy do odnalezienia prawdziwego kwiatu, prawdziwego siebie - zarówno widzów , jak i nas wykonawców.
Tańcząc ku korzeniom powstał dzięki współpracy twórców warszawskiego offu teatralnego : Anny Ługowskiej i Katarzyny Markowskiej z Teatru Sztuka Ciała, Marka Kowalskiego z Teatru Akt. Działaniu towarzyszy muzycznie Bartosz Ługowski.

Projekt powstał w 2022 r. z inicjatywy Marka Kowalskiego na zamówienie Polskiej Akademii Nauk na Miesiąc Kultury Japońskiej w warszawskim Ogrodzie Botanicznym w Powsinie. Z sukcesami prezentował się na międzynarodowych festiwalach teatralnych, w tym laureat Grand Prix Festiwalu „Lalka Też Człowiek” (2022), doskonale przyjęty na Międzynarodowych Festiwalach: Butohpolis w Warszawie (2022) i Go-Teatr w Augustowie (2022), Butohresque w Wiedniu (2023), FETA w Gdańsku (2025), Festiwalu Wertep w Białowieży ( 2026 ).

Spektakl pokazywany w ramach projektu „Nie-miejsca. Miasto, które oddycha – Butoh jest wszędzie. Projekt współfinansowany przez m.st. Warszawa.